Klikamy "Kup teraz", ale nie mamy pojęcia, co podpisujemy. Polska rzeczywistość cyfrowa to tykająca bomba: konsumenci gubią się w gąszczu przepisów, prawo nie nadąża za technologią, a instytucje powołane do ochrony obywateli toną w chaosie kompetencyjnym. Wnioski z konferencji Konfederacji Lewiatan są brutalne: system ochrony konsumenta wymaga natychmiastowej reanimacji, zanim całkowicie stracimy kontrolę nad naszym cyfrowym bezpieczeństwem.

Wydaje nam się, że jesteśmy cyfrowo biegli, bo potrafimy obsłużyć aplikację bankową. To złudzenie. Jak wynika z dyskusji ekspertów, poziom wiedzy prawnej polskich e-konsumentów jest dramatycznie niski. W codziennych zakupach radzimy sobie nieźle, ale gdy dochodzi do kwestii formalnych, wpadamy w czarną dziurę niewiedzy i błędnych przekonań.

Prawo w tyle za rzeczywistością

Żyjemy w paradoksie. Z jednej strony Europa dusi nas nadmiarem regulacji, z drugiej – w kluczowych momentach konsument zostaje sam. Technologia pędzi z prędkością światła, podczas gdy legislacja porusza się tempem dyliżansu.

– Technologia zawsze będzie rozwijać się szybciej niż prawo. Cyfrowe możliwości niosą ze sobą cyfrowe konsekwencje, w tym skomplikowane regulaminy. Zmiany są nieuniknione, dlatego ochrona konsumentów musi zmierzyć się z nowymi wyzwaniami – ostrzega Daniel Mańkowski, wiceprezes UOKiK.

Wiceprezes UOKiK punktuje bezlitośnie: mamy do czynienia ze "starymi, dobrze znanymi konsumentami", którzy zostali wrzuceni do cyfrowego świata, gdzie "przeglądanie ekranu" zastąpiło półkę sklepową. Bez nowoczesnych narzędzi, w tym wykorzystania sztucznej inteligencji przez urzędy, walka o bezpieczeństwo obywateli jest z góry skazana na porażkę.

Biurokratyczny labirynt bez wyjścia

Jeszcze bardziej niepokojące sygnały płyną z zaprezentowanego raportu AQUILA. Obraz polskiego systemu ochrony konsumentów to obraz chaosu. Eksperci wskazują na brak jasnych kompetencji urzędów i brak koordynacji. Obywatel z problemem odbija się od ściany do ściany, bo nikt nie wie, kto za co odpowiada.

Autorzy raportu alarmują o konieczności "wprowadzenia mierzalnych wskaźników efektywności" i "przejrzenia kompetencji urzędów". Fakt, że w 2025 roku musimy postulować o "jednolity system zbierania danych", świadczy o tym, że państwo w wielu obszarach działa po omacku.

Nadregulacja zabija bezpieczeństwo?

Czy ratunkiem są kolejne ustawy? Niekoniecznie. Eksperci sugerują, że wpadliśmy w pułapkę legislacyjnej nadgorliwości, która zamiast chronić, paraliżuje zrozumienie.

– Jesteśmy cyfrowo wyedukowani, tymczasem Europa pozostaje nadmiernie przeregulowana. (...) Konsument funkcjonuje dziś w rzeczywistości obciążonej nadmiarem regulacji, a naszym zadaniem jest zapewnienie mu bezpieczeństwa – podkreślał Maciej Witucki, przewodniczący Rady Głównej Konfederacji Lewiatan, apelując o cyfrową deregulację.

Zaufanie na krawędzi

W tym systemie naczyń połączonych kluczowe jest zaufanie, a to – jak zauważają przedstawiciele rządu – jest towarem deficytowym, często niszczonym przez polityczne gierki.

– Niestety polityka często niszczy dobre rozwiązania – przyznał gorzko Michał Gramatyka, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, wskazując, że bez zaufania na linii państwo-obywatel, nawet najlepsze innowacje (jak mObywatel) tracą sens.

Sytuacja jest krytyczna. Potrzebujemy nowelizacji prawa, powołania sejmowej podkomisji i – co najważniejsze – edukacji opartej na praktyce, a nie suchej teorii. Jeśli nie uporządkujemy tego chaosu, polski konsument pozostanie łatwym celem w świecie cyfrowych drapieżników. Czas na "suchą teorię" się skończył.