W dzisiejszym, naszpikowanym technologią świecie, gdzie każdy klik, każda interakcja i nawet mrugnięcie okiem (prawie, bo do tego nam paradoksalnie brakuje najwięcej!) mogą być zautomatyzowane, pojawia się pytanie fundamentalne: Czy automatyzacja jest kulminacyjnym osiągnięciem ludzkości czy też po prostu kolejnym sposobem, by zarobić parę groszy, oszczędzając na kawie dla pracowników? W końcu, kiedy ostatnio widziałeś kawę parzoną przez człowieka w biurze? Tak, myślałem.

Cel automatyzacji, jak głoszą korporacyjne broszury i wszechobecne reklamy, jest szlachetny i prosty: ułatwić życie, zaoszczędzić czas, zminimalizować wysiłek. W teorii, wydaje się to być scenariuszem idealnym. W praktyce, jednak, sprawa ma się nieco inaczej. Czyż nie paradoksalne jest, że w imię oszczędzania naszego czasu, tworzymy systemy tak skomplikowane, że potrzebujemy dodatkowych szkoleń, by z nich korzystać?

Każda firma zajmująca się automatyzacją maluje obrazy utopijnych przyszłości, gdzie maszyny pracują, a ludzie odpoczywają. Oczywiście, odpoczywają, pilnując, by te maszyny nie zdecydowały się przejąć świata, lub co gorsza, nie wysłały błędnego raportu. Bo przecież, kto by pomyślał, że klient – ta najważniejsza osoba w całej korporacyjnej układance – może chcieć czegoś więcej niż bezdusznego, automatycznego raportu?

Przytoczony case z życia jest jak znak drogowy na autostradzie automatyzacji, ostrzegający przed zbliżającym się zakrętem. Firma, zafascynowana możliwościami technologicznymi, zautomatyzowała proces generowania raportów, nie zastanawiając się nad tym, co naprawdę liczy się dla klienta. A liczy się uczucie, że jest się traktowanym indywidualnie, nie jak kolejny numer w statystykach. Kto by pomyślał, że w dobie automatyzacji, ludzki dotyk (lub w tym przypadku, ręcznie pisany komentarz) może mieć tak dużą wartość?

Moje projekty, podobnie jak życie wielu z nas, są przesiąknięte technologią. I choć, podobnie jak większość, kocham nowinki technologiczne, zadaję sobie pytanie: czy warto automatyzować wszystko? Gdzie jest ta granica, po przekroczeniu której zyskujemy czas kosztem utraty człowieczeństwa? Czy w pogoni za efektywnością, nie tracimy przypadkiem tego, co sprawia, że jesteśmy ludźmi – zdolności do indywidualnego traktowania każdego klienta, każdej interakcji?

Zadaję więc pytanie, drogi czytelniku: czy automatyzacja to faktycznie przyszłość, którą chcemy budować? Czy może warto czasem zatrzymać się, odłożyć na bok algorytmy i przypomnieć sobie, że na końcu każdej transakcji, każdego raportu, stoi człowiek, którego satysfakcja nie zawsze jest kwestią, którą można zredukować do zera i jedynki?

Może czas na nową rewolucję – rewolucję ludzkiego dotyku w dobie cyfryzacji. Kto wie, może to właśnie będzie nasz największy postęp.