Miał być powiew świeżości i nowa jakość na polskich torach. Zamiast tego mamy chaos, wściekłość i tysiące pasażerów zostawionych na lodzie. Czeski RegioJet, który masowo anuluje pociągi tuż przed świętami, sprawił, że zatęskniliśmy nawet za bezdusznym modelem tanich linii lotniczych. Tam chociaż samolot startuje.
"Ryanair przynajmniej dowiezie" – RegioJet zostawia na peronie
Do tej pory symbolem surowego traktowania pasażera był Ryanair. Model irlandzkiego przewoźnika jest prosty i brutalny: płacisz mało, nie oczekujesz luksusów, ściskasz się w fotelu, dopłacasz za bagaż, ale firma realizuje swoją podstawową misję – zabiera cię z punktu A do punktu B.
RegioJet, który pozycjonował się jako marka "premium" w przystępnej cenie, poległ właśnie na tym fundamencie.
- W modelu "a la Ryanair" pasażer jest towarem, ale towarem dostarczonym
- W obecnym wydaniu RegioJet pasażer jest zbędnym problemem, którego można się pozbyć, kasując 1000 połączeń jednym kliknięciem w systemie.
To nie jest zła obsługa klienta. To brak usługi. Czesi pokazali, że w ich hierarchii wartości pewność dotarcia do celu leży niżej niż w najtańszych liniach lotniczych, na które tak często narzekamy. Tamci latają. RegioJet stoi.
Powrót do głębokiego PRL-u
Sytuacja na trasie Kraków – Warszawa – Gdynia to ponury żart z "nowej jakości". Zamiast europejskich standardów, pasażerowie dostali bilet powrotny do czasów słusznie minionych.
"Zapachniało starym PKP? To mało powiedziane. To mentalny powrót do czasów, gdy pociąg był łaską pańską, a pasażer petentem, którego można odprawić z kwitkiem" – grzmią internauci.
Anulowanie ponad 1000 kursów tuż przed wejściem nowego rozkładu jazdy to organizacyjna kompromitacja. Obiecywano nowoczesność, a zafundowano podróżnym niepewność rodem z lat 80., gdzie planowanie podróży było loterią.
Wizerunkowe samobójstwo
Oferowane przez przewoźnika "rekompensaty" (zwrot i bon 100 zł) brzmią jak kpina w obliczu zrujnowanych planów wyjazdowych tysięcy Polaków. Konkurencja z PKP Intercity nie musiała nawet specjalnie się starać – wystarczyło, że nazwali działania Czechów "skrajnie nieodpowiedzialnymi".
RegioJet wysłał jasny sygnał: nie ufajcie nam. Jeśli firma na starcie nie potrafi zrealizować podstawowego zadania "zawieź pasażera do celu", to żadne darmowe kawy na pokładzie tego nie naprawią. To nie jest nowa jakość. To nowa definicja zawodności.



