Już za kilka tygodni rusza w Polsce system kaucyjny. Idea jest prosta i w pełni słuszna: oddajesz pustą butelkę czy puszkę, odzyskujesz zapłaconą wcześniej kaucję. Dzięki temu opakowania trafiają do recyklingu, a nie do lasu czy rowu przy drodze. Problem w tym, że system, który w teorii ma być powszechny i sprawiedliwy, w praktyce wyklucza część obywateli - zwłaszcza tych mieszkających w małych miejscowościach.

Mały sklep - duży kłopot

Zgodnie z ustawą obowiązek przyjmowania opakowań i zwracania kaucji mają jedynie sklepy powyżej 200 metrów kwadratowych. To naturalne rozwiązanie dla wielkich sieci handlowych w miastach, które mają przestrzeń, zaplecze logistyczne i środki na obsługę systemu. A co z setkami wsi, w których jedynym punktem handlowym jest niewielki sklep spożywczy, często rodzinny, o powierzchni kilkudziesięciu metrów?

Tam klienci kupią butelkę wody czy soku, zapłacą dodatkowe 50 groszy lub złotówkę kaucji, ale nie będą mieli gdzie tego opakowania zwrócić. Formalnie - mogą jechać do najbliższego większego sklepu w mieście. Tyle że dla wielu oznacza to kilka czy kilkanaście kilometrów drogi. Czy ktoś naprawdę będzie wybierał się specjalnie po zwrot złotówki?

Społeczeństwo dwóch prędkości

W efekcie możemy mieć sytuację, w której mieszkańcy dużych miast korzystają z systemu sprawnie i bez problemów, a mieszkańcy wsi i małych miasteczek zostają na marginesie. Dla nich system kaucyjny przestaje być wygodnym mechanizmem proekologicznym, a staje się kolejnym obciążeniem - dodatkową opłatą, którą trudno odzyskać.

Warto zauważyć, że w badaniach cytowanych przez Krajową Izbę Gospodarczą „Przemysł Rozlewniczy” aż 73 proc. Polaków deklarowało, że nie widzi w systemie problemu. Jednak większość respondentów to mieszkańcy aglomeracji, gdzie dostęp do sklepów spełniających kryteria jest powszechny. Statystyka nie oddaje realiów życia na prowincji, gdzie sklep powyżej 200 mkw. jest rzadkością.

Potrzeba korekty systemu

Jeśli system kaucyjny ma faktycznie obejmować wszystkich i budować pozytywne nastawienie do ochrony środowiska, ustawodawca powinien zadbać o włączenie w niego również mniejszych punktów handlowych. W wielu krajach europejskich system działa właśnie dzięki temu, że butelki i puszki można oddać praktycznie wszędzie - nie tylko w hipermarkecie, ale też w małym sklepie na rogu czy na stacji benzynowej.

Brak takiej elastyczności w Polsce grozi tym, że dla wielu mieszkańców wsi kaucja przestanie być zachętą, a stanie się swoistym „podatkiem od butelki”. A przecież idea była zupełnie inna – chodziło o wspólne dbanie o środowisko, nie o obciążanie portfeli tych, którzy i tak mają ograniczony dostęp do usług.

Ur