Seweryn Drożdż – z branzą związany od 2003 roku. Obecnie prezes należącej do Grupy DataContact spółki 4call.pl. Prowadzi call center w Bielsku-Białej i odpowiada za sprzedaż międzynarodową grupy. Prywatnie kolekcjoner zabytkowych samochodów i motocykli. Właściciel i główny projektant w firmie budującej motocykle na indywidualne zamówienie. Jak to się stało, że trafił Pan do branży call center? Czysty przypadek, czy jednak świadoma decyzja? Moja obecność w branży call center jest mocno związana z moim wykształceniem oraz zainteresowaniami. Od zawsze fascynowała mnie praca z ludźmi. Już w liceum, jako przewodniczący Młodzieżowej Rady Miejskiej w Bielsku-Białej, miałem okazję zobaczyć ile daje praca w dużej grupie. Następnie podjęcie świadomej decyzji o studiowaniu telekomunikacji na Politechnice Wrocławskiej spowodowało, iż znalazłem się w mieście, które wówczas było stolicą polskich call center, było ich tam stosunkowo najwięcej. Po pierwszym roku studiów związałem się z firmą windykacyjną Kruk, gdzie miałem okazję zostać częścią zespołu odpowiedzialnego za call center. Jak wyglądały początki pracy? Co wspomina Pan „z łezką w oku”? Co z perspektywy czasu wydaje sie teraz proste, może śmieszne? Pierwsze lata w Kruku to bardzo pracowity dla mnie czas. Studiowałem dziennie i każdą wolną chwilę spędzałem w firmie. Miałem okazję poznać systemy Avaya, Alcatel, Siemens i WindTelecom, a kiedy wracałem na uczelnię, musiałem o tym wszystkim opowiadać moim wykładowcom i reszcie grupy. W tamtym okresie były to rozwiązania bardzo nowoczesne i nie ma co ukrywać, nie dostępne dla środowiska naukowego. Okres pracy w Kruku to przede wszystkim dział techniczny i wdrażanie nowych rozwiązań w call center, ale i bieżące sprawy związane z infrastrukturą techniczną. Nigdy nie zapomnę weekendowych przenosin serwerowni, które kończyły się 60 godzinnym dniem pracy i innych temu podobnych. Co spowodowało, ze pozostał Pan w branży przez tyle lat? Pomimo iż od początku mojej kariery zawodowej pracuję w branży call center, do tej pory nie wyobrażałem sobie innego zajęcia. Liczba osób, które się spotyka na swojej drodze i ich różnorodność powoduje, że ta praca nigdy nie jest nudna i można się bardzo wiele nauczyć. Jak wyglądało wspinanie się po szczeblach kariery w Pana przypadku? Długo to trwało? Jak wspomniałem, swoją karierę rozpocząłem w firmie windykacyjnej Kruk, w dziale technicznym. Jednak zawsze wiedziałem, że o wiele bardziej niż z komputerami, wolę pracować z ludźmi, dlatego kiedy pojawiła się możliwość budowania od podstaw usługowego call center we Wrocławiu, nie zawahałem się ani na chwilę. Firmę budowały trzy osoby, mi przypadł zaszczyt tworzenia działu operacyjnego, w którym następnie zostałem dyrektorem operacyjnym. Założenie było proste, budujemy call center do obsługi rynku niemieckojęzycznego. Wystartowaliśmy z 50 stanowiskami, w szybkim tempie rozwinęliśmy się do 120 stanowisk. Okazało się, że standardy, których nauczył nas rynek niemiecki, zaczynają być poszukiwane na naszym rodzimym rynku. Wtedy to zapadła decyzja o uruchomienia kolejnej lokalizacji w Bielsku-Białej, która została dedykowana do obsługi krajowych projektów, a ja zostałem jej dyrektorem. Po trzech latach od uruchomienia Central Europe BPO, jej amerykański właściciel zdecydował o sprzedaży spółki i opuszczeniu Polski, w zasadzie uczynił to w odwrotnej kolejności. Kiedy okazało się, że firma została pozostawiona sama sobie, postanowiłem odkupić ją od obecnego właściciela, przebudować i prowadzić dalej. W ten sposób zostałem Prezesem i współwłaścicielem spółki call center. Najpierw została zmieniona nazwa na 4call.pl, a następnie nawiązana współpraca z moimi przyjaciółmi z krakowskiego call center Universal Agent, zakończona połączeniem firm. W 2012 roku Grupa Universal Agent weszła w skład Grupy DataContact. Do dnia dzisiejszego jestem prezesem spółki 4call.pl i prowadzę call center w Bielsku-Białej oraz odpowiadam za sprzedaż międzynarodową grupy. Dlaczego zdecydował się na rozpoczęcie własnej działalności w branży? Decyzja o rozpoczęciu własnej działalności była u mnie podyktowana potrzebą chwili. Czułem się odpowiedzialny za ludzi, których wcześniej sam rekrutowałem i gdy dostałem telefon, że mam ich wszystkich zwolnić i zamknąć firmę, nie mogłem tego uczynić. Widziałem co poprzedni właściciel źle robił i widziałem jak łatwo można to naprawić. Co uważa Pan za swój największy sukces w pracy w call center? Największym sukcesem dla mnie było przejęcie firmy, która była na skraju bankructwa i w krótkim czasie wyprowadzenie jej „na prostą”. W momencie kiedy zdecydowałem się na przejęcie Central Europe BPO, wykazywała ona straty na poziomie kilku milionów złotych. Dzięki szybkiej restrukturyzacji, udało mi się utrzymać załogę i kontrakty, a następnie rozwinąć spółkę i znacznie poprawić jej wyniki. Co było porażką? jakie błędy Pan popełnił? Jakie wnioski Pan z tego wyciągnął na przyszłość? Jak pokonał Pan wyzwania, przeszkody? Największą moją porażką, jest każdy odchodzący od nas konsultant. Wiem, że praca w call center jest bardzo trudna i ciężka, że nie każdy do niej się nadaje, albo nie każdy potrafi w niej odnaleźć radość. Jednak i tak każde odejście powoduje ,że zastanawiam się czy wszystko było zrobione tak, żeby danej osobie dać wsparcie i odpowiednie narzędzia. Tak wielu telemarketerów szybko rezygnuje z kariery w branży contact center. Co by Pan im poradził? Przede wszystkim nie należy się od razu poddawać. Wiem, że jest to trudne, szczególnie pracując w projektach windykacyjnych lub infolinii, ale również i w sprzedaży. Jednak trzeba zawsze dać sobie drugą szansę, powiedzieć, że dzisiaj mogłem mieć gorszy dzień, skorzystać z pomocy trenerów czy liderów i z optymizmem zaczynać kolejny dzień. Praca w call center uczy i trzeba umieć z tych lekcji korzystać, bo w dalszej drodze biznesowej, właśnie ta nauka stawia nas ponad innymi, którzy nie mają tego doświadczenia. dinozaury